–
Na początku kwietnia 2025 roku Polskę obiegła tragiczna wiadomość. W szpitalu w Oleśnicy doszło do okrutnego morderstwa: dziecku w 9. miesiącu życia prenatalnego, bez znieczulenia, wstrzyknięto w serce chlorek potasu, co nie tylko doprowadziło do śmierci, ale też było źródłem ogromnego cierpienia dziecka. Warto zaznaczyć okres ciąży – dziecko mogło się urodzić przez cesarskie cięcie i żyć, mogło zostać oddane przez matkę, jeżeli nie była w stanie go wychowywać. Aktywiści aborcyjni jednak namówili kobietę na morderstwo dziecka. Zamiast opieki i miłości otrzymało śmierć i cierpienie.
Gizela Jagielska, która wykonywała egzekucję, przyznała się do przeprowadzania licznych „legalnych” aborcji, ale na czym ta legalność polega? W polskim prawie istnieje luka prawna, która umożliwia bezkarne mordowanie dzieci – jest to przesłanka medyczna o zagrożeniu dla zdrowia matki. Zwykle jest to przesłanka psychologiczna, ze względu na łatwość zakłamania badań. Pseudolekarka twierdzi, że w szpitalu tym przeprowadza się rocznie 150–160 aborcji.
Protest fundacji pro-life
Nie trzeba było długo czekać na reakcję wielu fundacji antyaborcyjnych, takich jak Fundacja Pro – Prawo do Życia. Zaczęły pojawiać się petycje oraz częste i długie pikiety pod szpitalem. Podpisy petycji były zbierane w internecie oraz na ulicach, a pikiety były długie i wielogodzinne. Pikietom towarzyszyły często publiczne modlitwy o powstrzymanie ludobójstwa oraz nawrócenie aborcjonistów. Odbywały się one mimo licznych prześladowań i trudności: wybito szybę w samochodzie, na którym został zawieszony baner; wytoczono 14 spraw uczestnikom pikiet; pacyfikowano protesty, mimo tego że były w pełni legalne oraz zgłoszone do odpowiednich organów; władze rekwirowały plakaty i materiały ukazujące prawdę o aborcji.
Zakończenie współpracy z Gizelą Jagielską
Lekarka wraz z mężem mają podpisane kontrakty ze szpitalem do końca tego roku. Szpital postanowił nie przedłużyć z nimi współpracy. Oficjalnym powodem były konkursy – szpital organizował konkursy na konkretne stanowiska, których kryterium były kompetencje, dyplomy oraz doświadczenie. Czy jednak naprawdę tak było, a kontrowersje i naciski antyaborcyjnych środowisk rzeczywiście nie miały znaczenia? Gizela Jagielska wraz z mężem przez niecałe 10 lat zarządzali szpitalem – ona była wicedyrektorem, a on ordynatorem; przez niecałe 10 lat tworzyli i kierowali oddziałem ginekologiczno-położniczym. Mi osobiście bardzo ciężko jest uwierzyć, że naciski i wytrwałość aktywistów były tu bez znaczenia. Jednak zwolnienie tych dwóch aborcjonistów to nie koniec tragedii w Oleśnicy. To z pewnością pewne symboliczne zwycięstwo, z którego należy się cieszyć, jednak nie zakończy to okrucieństwa, jakie w tym szpitalu będzie miało miejsce. Walczyć trzeba, dopóki ten okropny proceder nie dobiegnie końca. Zachęcam więc do niepozostawania biernym, do brania udziału w licznych inicjatywach – w fundacjach pro-life lub dołączając do naszej gazety, dbając o świadomość i edukację.